Dosyć szybko znalazłem odpowiadającą nam ofertę wycieczki do kanionu. Dojazd autokarem do wejścia do wąwozu, przejście przez wąwóz aż do oceanu. Tam miały czekać specjalne łodzie-taksówki dowożące do Los Gigantes, na których oferowano posiłek. Z Los Gigantes planowany był powrót do Puerto. Pasowało nam prawie wszystko.
Ale... dopiero zajmując miejsce w autokarze stwierdziliśmy, że znaleźliśmy się wśród wyczynowców. Sami młodzi ludzie z odpowiednim wyposażeniem sportowym traktujący ten marsz przez kanion jako treninig wytrzymałościowy. I do tego jeszcze pani przewodniczka, która dysponowała rzadko spotykanym zapasem energii. A my jak dwa wyjątki z drugiego sortu stanowiące zaprzeczenie całej tej koncepcji.
Pomyślałem sobie, no pięknie wpuściłem się sam w maliny. Początkowo było wesoło, konstruktywnie i otaczała nas spora dawka energii. Czekałem na rozwój akcji.
Dojazd autokarem do wąwozu prowadził początkowo stosunkowo szeroką drogą. Z czasem jednak krajobraz się zmienił. Dotarliśmy w góry. Droga zamieniła się w serpentynę. Była wąska. Tak wąska, że często nie było miejsca dla wymijających się pojazdów. Któryś z nich musiał się cofać do mijanki. Trochę to trwało i było związane z pewnymi emocjami. Poradzi sobie albo nie poradzi? Nasz kierowca nie miał absolutnie problemów. Stary i doświadczony wyga.
.jpg)
Krajobrazy przepyszne. Między stromymi górami przebijał się majestatyczny błękit oceanu. Skąpa roślinność, skały i palmy tworzyły doskonały motyw dla malarza.
No i w końcu dotarliśmy do miejsca startu wędrówki, do wioski Masca. Nasza dynamiczna przewodniczka sprawdziła wszystkim ekwipunek, czasem mając uwagi dotyczące obuwia. Dowiedziałem się wówczas, że nieprawidłowe buty mogą być przyczyną odmowy odszkodowania ze strony ubezpieczalni. Ofiary wypadków są z reguły transportowane helikopterem.
Być może najpiękniejsza wędrowna trasa na Teneryfie prowadzi przez wąwóz Masca. Droga wiedzie w dół do Atlantyku, skąd taksówką wodną można dostać się do Los Gigantes. Początek i koniec nie są zatem identyczne na tej trasie. Wejście do Barranco de Masca znajduje się w pobliżu baru Fidels. Oprócz odpowiedniego obuwia potrzebujesz również dobrej kondycji i pozytywnego nastawienia. Pomimo tego, że szlak prowadzi tylko w dół do oceanu, to trzeba liczyć się z około 3-godzinną wędrówką.
Szlak wędrowny został oznakowany począwszy od placu w Masca. Najpierw utwardzona droga prowadzi do małej restauracji (Fidels Bar), która położona jest skraju góry pośrodku wąwozu. Tam znajduje się faktyczne wejście do wąwozu.
Żwirowa ścieżka prowadzi wąwozem obok pól tarasowych i drzew morwy, a także drzew migdałowych i figowych, palm daktylowych, kaktusów i agaw. Im głębiej wchodzi się do wąwozu, tym wyżej wznoszą się skalne ściany. W pewnym momencie wąwóz Masca ma tylko około 30 metrów szerokości, a skalne ściany sięgają nawet 600 metrów wysokości. Stwarza to piorunujące wrażenie zachęcające do przygód. Zabraliśmy ze sobą w plecakach tylko niezbędne rzeczy wiedząc, że wędrówka trwa z przerwami trochę ponad trzy godziny. W niedługim czasie nasza grupa nadała takie tempo, że stwierdziliśmy, że mamy małe szanse je dotrzymać. Poszliśmy swoim, robiąc od czasu do czasu przerwy i korzystając w nich z przygotowanych zapasów.
Pomimo cienia i dość niewielkiej przestrzeni krótkie postoje były konieczne. Trasa była wyboista i bardzo często wymagała wsparcia ramion. Skałki na które się wdrapywało, czy też z nich schodziło w niczym nie przypominały schodów. Dalsza trasa wąskiego wąwozu i tak jest z góry ustalona, ale Atlantyk z grzmiącym rykiem już wskazuje miejsce docelowe na setki metrów przed końcem trasy.
Fotografowaliśmy naszymi smartphonami. A te podczas któregoś z postojów jednomyślnie schowaliśmy w plecakach, nie chcąc narażać ich na uszkodzenie w oceanie lub zgubienie w trakcie wchodzenia na łodzie. Ocean tutaj nie należał do spokojnych. Wysokie fale nieco huśtały łodzią.
Dopiero siedząc już pewnie na łodzi pokusiłem się na fotografowanie. Widok skalistego wybrzeża od strony oceanu był jednorazowy. Po niedługim czasie zobaczyliśmy Los Gigantes, miejscowość jakby wyrwana tym skałom z malowniczym portem dla jachtów.
To był bardzo udany dzień pełen wrażeń. Dzień niecodzienny pozostawiający wspomnienia.