Trochę kluczyliśmy dojeżdżając do tego miejsca. Ale jak wspomniałem wcześniej, nasze zwiedzanie terenów jurajskich oparte jest w dużej mierze na intuicji. Okoliczności zmusiły nas do zjechania z drogi wyznaczonej systemem nawigacji. W końcu jednak dotarliśmy na miejsce znajdując przestronny parking. Czerwcowa pogoda była upalna, więc musieliśmy się odpowiednio przygotować na wycieczkę.

Zaraz po opuszczeniu parkingu natrafilśmy się na wybielony drewniany dom. Okazało się, że w domu tym urodził się i mieszkał Antoni Kocjan. Szczerze mówiąc niewiele mogłem sobie skojarzyć z tym nazwiskiem. Dopiero trochę później dowiedziałem się, że chodzi tutaj o słynnego konstruktora szybowców z okresu międzywojennego, który w czasie wojny przyczynił się do wykrycia tajemnic niemieckiej broni rakietowej V1 i V2, za co poniósł najwyższą cenę tracąc w 1944 roku swoje życie przez rozstrzelanie.

W "Chacie Kocjana" znajduje się ekspozycja poświęcona jego działalności. Niestety nie udało nam się zobaczyć tej wystawy. Chata była w tym czasie zamknięta. Krajobraz rozciągający się w pobliżu wzgórza zamkowego jest moim zdaniem typowy dla Jury. Biel skał zanurzona w zieleni drzew.
Wiele tych skał porastają krzewy i inne rośliny. Taka kompozycja tworzy pejzaże inspirujące niejedną duszę artysty.

Niedaleko od Olkusza na wysokiej wapiennej skale wznoszą się ruiny Zamku Rabsztyn. Nazwa ta wywodzi się z niemieckiego „Rabenstein”. Rabe oznacza kruka, czyli jest to „Krucza Skała”. Zamek Rabsztyn usytuowany został jak większość jurajskich zamków, warowni i twierdz na wzgórzu, z którego rozciąga się rozległy widok na duży obszar Jury.

Zamek w Rabsztynie stanowił kolejny punkt naszego poznawania uroków Jury. Nasza jurajska lista wypełnia się systematycznie. Dzieje Warowni Rabsztyn sięgają głęboko gdzieś we wczesne średniowiecze. Usytuowany na Szlaku Orlich Gniazd zamek należy do najstarszych budowli obronnych Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Zaraz przy wejściu na zamek spostrzegamy tablicę informującą o historii tej budowli. Tekst zawarty na tablicy pozwalam sobie przytoczyć tutaj w całości z dwoma niewielkimi zmianami: "Budowę murowanego zamku na Kruczej Skale (Raabstein) na początku XIV wieku tradycja wiąże z rodem Toporczyków. Pod koniec XIV wieku zamek był już w posiadaniu Leliwitów Melsztyńskich. W połowie XV wieku staje się siedzibą starostwa niegrodowego i przechodzi w ręce Tęczyńskich, którzy go remontują i rozbudowują.

Kolejnymi starostami na Rabsztynie w XVI wieku zostają Bonerowie, a na początku XVII wieku Zygmunt Myszkowski, który dobudowuje do gotyckiego zamku renesansowy pałac z 40 komnatami.

Spalony i ograbiony przez Szwedów w czasie "Potopu" w 1657 roku nie odzyskuje już nigdy dawnej świetności. Pod koniec XVIII wieku opuszczony popada stopniowo w ruinę, której dopełnieniem staje się upadek wieży górnego zamku w 1901 roku".
Zaraz przy wejściu na teren zamku zostały usytuowane kasy, w których wykupiliśmy bilety wstępu. Bezpośrednio przy kasach otwarta była kawiarnia, w której w udany sposób nowoczesność harmonizowała z historią.

Po prawie dwugodzinnej jeździe postanowiliśmy trochę wypocząć. Kawa i sernik smakowały wybornie. Nie było także żadnych trudności z naszym Yorkiem Fafikiem. Mógł z nami przebywać zarówno podczas zwiedzania zamku, jak i w kawiarni. A Fafik doskonale wie, że musi być normalnie grzeczny.

Na dziedzińcu zamkowym panował o tej porze dość spory ruch. Część osób zwiedzała zamek, niektórzy z kolei delektowali się lodami, ciastem i kawą. Była tam też grupa młodzieży, która cierpliwie czekała na wejście na teren wystawy.

Nie zapomniano także o miejscach przeznaczonych na obserwację okolic zamku. Tereny są piękne, a na północ od zamku rozciąga się Rezerwat Pazurek stanowiący fragment pradawnych lasów otaczających niegdyś zamek.

Na zamkową basztę prowadzą specjalnie w tym celu przygotowane metalowe schody. Trochę trzeba się na nich pomęczyć ale widoki roztaczające się z baszty nagradzają poniesiony trud. Cały obiekt składa się z niewielkiego górnego zamku, z późniejszego zamku średniego z dziedzińcem i bramą wjazdową oraz wieży obronnej.
Kiedy przyjechaliśmy na zamek w Rabsztynie nie mieliśmy zupełnie pojęcia o tym, że krótko wcześniej (29. maja 2021) został on uroczyście udostępniony zwiedzającym. Wszystko tutaj było nowe i eleganckie.

Okazało się, że próby ratowania i odbudowy zamku trwały już dość długo. Jednak dopiero począwszy od lat 90-tych przeprowadzono na zamku szereg prac renowacyjnych.

Od tego czasu systematycznie odbudowywano wiele zniszczonych elementów zamku. Powstały drewniane mosty i zrekonstruowano bramę, w której umieszczono ekspozycję poświęconą historii warowni.

Stosunkowo niedawno odnowiono mury zamkowe, a cały zamek dostosowano do potrzeb zwiedzających. Alejki i schody znacznie ułatwiają dotarcie do zamkowych zakamarków.
Tajemnice zamku w Rabsztynie oraz inne zamki i twierdze znajdujące się na Szlaku Orlich Gniazd opisuję w książce „Na Szlaku Orlich Gniazd”, która jest dostępna online w sklepie Amazon.pl. Została ona wydana w formacie kieszonkowym i dzięki temu z łatwością mieści się w plecaku.

Jakoś zawsze intrygowały mnie legendy, baśnie i opowieści związane z danym miejscem. Mówi się, że w każdej z nich zawarta jest odrobina prawdy. Dlatego zapoznając się i zbierając informacje chętnie uzupełniam je o te pochodzące z krainy fantazji. I także w przypadku zamku w Rabsztynie okazało się, że związanych jest z nim więcej baśni. Dowiedziałem się, że podobno istnieje drugi podziemny zamek w którym ukryte są skarby. Prawdopodobnie są one poszukiwane jeszcze do dzisiaj.

I jak wieść niesie ten drugi, piękny zaklęty Zamek leży gdzieś głęboko pod ziemią, pod ruinami Zamku Rabsztyn. W jednej z komnat znajduje się dwoje skamieniałych dzieci. Chłopczyk ma na palcu pierścień z brylantami, a dziewczynka zawieszony na szyi sznur pereł. W sąsiednich salach śpią zaklęci rycerze, którzy raz w roku budzą się ze snu. Wtedy to pierścień na palcu skamieniałego chłopca obraca się, rycerze zasiadają do stołów, pełnych potraw i ucztują aż do północy. Historia ta ma się ponoć powtarzać do momentu, aż pierścień zsunie się z palca chłopca.

Legendy mówią, że zamek został połączony podziemnym przejściem z pobliską Januszkową Górą albo też z kościołem w Olkuszu. Podobno poszukiwacze skarbów w połowie XIX wieku wysadzili w powietrze potężną cylindryczną wieżę, która znajdowała się w zachodniej części zamku.

Co ciekawe, amatorów znalezisk zamek kusi i w czasach współczesnych. W połowie lat 90-tych XX wieku konserwator zabytków podczas rutynowej kontroli ruin, natrafił na świeży otwór wykopany w ziemi na dolnym zamku. Wykopalisko kończyło się na sklepieniu podziemnej komnaty, do której nie udało się na szczęście dotrzeć amatorowi skarbów. Archeolodzy natychmiast zabezpieczyli otwór i sami zaczęli wykopaliska, odnajdując po pewnym czasie komnatę a w niej fragmenty posadzki i ceramiczne kafle z XVII wieku.

Inna baśń powiada, że wśród okolicznych skał mieszkała piękna dziewica imieniem Sobótka. Pewnego dnia, gdy w lesie odbywał się jej ślub z Sieciechem, napadła na nich zgraja zbójców. Dzielna dziewczyna dobyła miecza i rozprawiła się z nimi. Dla uczczenia bohaterstwa Sobótki co roku w dzień św. Jana rozpala się ogniska zwane sobótkami.

Kolejna legenda mówi że z okolicznych wsi uciekł niegdyś rój pszczół. Mieszkańcy wsi ruszyli za nimi i dotarli do resztek rabsztyńskiego zamku. Pszczoły obsiadły wierzchołek wzgórza, jednak nikt nie mógł się tam dostać ponieważ dostępu bronił czarodziejski kozioł z wielką brodą.
Na zakończenie mojej relacji ze zwiedzania ruin Zamku Rabsztyn krótka sekwencja video ukazująca piękno jurajskiego krajobrazu oraz uroki starych zamkowych murów.
Zwiedzając zamek warto odwiedzić również pobliskie miasto Olkusz. Słynie ono z historii górnictwa rud metali.