Do dziś nie zachowały się żadne średniowieczne dokumenty jednoznacznie potwierdzające pochodzenie kamiennego zamku w Mirowie. Niemniej jednak, większość zamków na szlaku Orlich Gniazd dzieli podobną historię. Początkowo w tym miejscu istniała drewniana warownia, datowana nawet przed XIV wiekiem. Za panowania Kazimierza Wielkiego obiekt ten przeszedł gruntowną rozbudowę, przekształcając się w imponującą kamienną twierdzę, której pierwsze wzmianki pochodzą z 1405 roku. Jej pierwotnym zadaniem było strzec granic przed atakami sąsiednich państw i księstw. Kazimierz Wielki poświęcił wiele uwagi, by uczynić z twierdzy imponującą fortecę. Z biegiem lat zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli, co znacząco wpłynęło na jego architektoniczny krajobraz. Został podniesiony o dwie kondygnacje, a wieża znacznie przewyższała swoje wcześniejsze proporcje. W 1587 roku gotycki zamek, który już popadał w ruinę, został zdobyty przez arcyksięcia Maksymiliana Habsburga. Był on pretendentem do polskiego tronu, rywalizując z kandydatem szwedzkim, Zygmuntem Wazą, oraz jego politycznymi sojusznikami o koronę królewską. Po tej zdobyczy, twierdza zaczęła stopniowo podupadać.

Po niemal całkowitym zniszczeniu w trakcie potopu szwedzkiego, zamek stopniowo podupadał, aż w końcu opustoszał pod koniec XVIII wieku. Miejscowe społeczności systematycznie demontowały jego ruiny, wykorzystując kamienie do budowy swoich domów. Skala dewastacji osiągnęła apogeum w latach 20. i 30. XX wieku, gdy zawaliła się ściana nośna konstrukcji dachu wraz z kominem i południowo-zachodnią ścianą prostokątnej wieży. W latach 1960-1962 zamek został zabezpieczony jako trwała ruina. W 2006 roku przeszedł ostateczną zmianę właściciela, który od tego czasu podejmuje wysiłki mające na celu przywrócenie i poprawę funkcjonalności zamku. Cieszy fakt, że Zamek Mirów stopniowo odzyskuje swój dawny blask i jest teraz dostępny dla zwiedzających. Mamy nadzieję, że trwające prace renowacyjne przywrócą Zamek Mirów do dawnej świetności, przyciągając turystów z różnych zakątków świata.
Zamki w Mirowie i Bobolicach stanowią pewną spójną całość, z kilkoma powodami, które to potwierdzają. Po pierwsze, oba zamki były integralną częścią dawnej obronnej sieci Orlich Gniazd, leżą blisko siebie, oddzielone jedynie malowniczą formacją skalną znaną jako "Grzęda Mirowska". Choć nie bywam tutaj zbyt często, za każdym razem zauważam wspinających się po skałach miłośników wspinaczki. Z podziwem i lekką zazdrością obserwuję ich przedsięwzięcia, choć zdaję sobie sprawę, że to już chyba nie dla mnie. Mimo to, wracając do zamku, warto podkreślić kolejny element, który je łączy - odcinek Szlaku Orlich Gniazd, zwany Traktem Królewskim, prowadzący między obiema warowniami. Podobno w czasach świetności zamków istniało także podziemne połączenie, datujące się jeszcze z czasów panowania braci bliźniaków Mir i Bobol. Niestety, niefortunna miłość i zazdrość przyniosły tragedię, o której opowiada miejscowa legenda.

A obecnie wiele rzeczy łączy również oba zamki. Chociażby bilet wstępu, uprawniający do zwiedzania całego obszaru warowni. To zasługa zaangażowanego właściciela, który swoim oddaniem doprowadził do kompleksowej odbudowy obu zamków. Dzięki temu stanowią one niezaprzeczalną atrakcję turystyczną, przyczyniającą się do rozwoju całego regionu jurajskiego. Podczas mojej ostatniej pieszej wędrówki z plecakiem mieliśmy okazję delektować się smacznym posiłkiem w Mirowie, a następnie przenocować w Bobolicach. Niestety, nie udało mi się sprawdzić, czy kiedyś duch nieszczęśliwej niewiasty tułającej się po okolicy czy też czarownica na elektrycznej miotle przelatująca w pobliżu są rzeczywistością. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w mojej dwujęzycznej książce poświęconej Szlakowi Orlich Gniazd. W jednym słowie, jak to lubi mówić sztuczna inteligencja, to miejsce emanuje urokiem. Nawet nasz piesek, York Fafik, nieco już sędziwy, uwielbia to miejsce. Te strome mury, skalne formacje i jaskinie, w których panuje chłód i półmrok, wzbudzają w nim zachwyt.

Między zamkami w Mirowie i Bobolicach, na przestrzeni prawie dwóch kilometrów, rozpościera się wyjątkowe i malownicze wzgórze skalne, znanie jako Grzęda Mirowsko-Bobolicka. Na tym wzniesieniu znajduje się szereg ostańców skupionych w formacji zwanej Skałami Mirowskimi, a także kilka jaskiń, w tym Jaskinia „Stajnia”, gdzie odkryto szczątki neandertalczyka Bobolusa Jurajskiego. Wiele z miejscowych skał posiada swoje własne, często oryginalne nazwy, takie jak Klawiatura, Turnia Kukuczki, Trzy Siostry, Skrzypce, Grzyb i Szafa.

Odkryliśmy liczne szczeliny i wejścia do jaskiń, co szczególnie wzbudziło zainteresowanie Yorka Fafika. Wejście na ten tajemniczy teren było dla niego nie lada wyzwaniem. Kroczył odważnie, nie pozwalając nam na zbyt długie przystanki. Podążając za nim, znaleźliśmy się w jednej z jaskiń, gdzie panował półmrok, tworząc specyficzny klimat. Krótki pobyt w jaskini skłonił nas do refleksji nad pierwotnym życiem naszych przodków w takich przestrzeniach. Zafascynowani panoramą złożoną z białych skał i pierwszych barw jesieni, skupiliśmy się na czerpaniu przyjemności z tego dla nas niezwykłego widoku. Wysokie, pionowe skały stanowią inspirację dla miłośników wspinaczki, często spotyka się tam sportowców, którzy podziwiają się wspinając po ich stromych zboczach. Jak widać, te skały mają wiele do zaoferowania.
Jednocześnie zapraszam do lektury książki Na Szlaku Orlich Gniazd . Książka ta opowiada o zamkach, warowniach i ich ruinach leżących na tym szlaku. Większość tych budowli powstała w XIII wieku, a ich przeznaczeniem była ochrona granic państwowych. Przez wieki nagromadziło się wiele baśni i legend związanych z zamkami i warowniami. Niektóre z nich zostają tutaj przytoczone. Ponadto książka zawiera informacje o ciekawych miejscach znajdujących się w pobliżu zwiedzanych obiektów. Pozwala to odpowiednio zaplanować wypady w okolicę Jury. Książka jest to nabycie online Amazon.pl. Zapraszam na szlak!

Zachęcam także do zapoznania się z moimi pozostałymi książkami, które opowiadają o pięknych miejscach, które dane mi było odwiedzić i opisać. Ale nie tylko. Są też tam inne prace, niezwiązane z poznawaniem i odkrywaniem miejsc.
A ta tajemnicza postać na obrazie to Handrystol, wędrowiec ze świata fantazji, który towarzyszy każdej mojej książce. Stworzyła go pewna księżniczka. Handrystol szuka kogoś i często wspólnie odwiedzamy przeróżne miejsca. Poniższy link prowadzi do jednego z nich, kontynuując wirtualną wędrówkę w przestrzeni i czasie